Legendy o Końskowoli

Wszystko zależało od woli koni

Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.

Czarna kobieta aksamitnym płaszczem okryła świat. Tego wieczoru, od strony Puław, jechała kareta ciągnięta przez cztery konie. Drewniane koła pojazdu głęboko wrzynały się w błoto. Konie, smagane ostrym deszczem, zmniejszały szybkość. W karecie dziedzic okrywał zmarzniętą, młodą i piękną jak róża żonę, przywołując do porządku woźnicę, który stracił panowanie nad końmi i zjechał na stary, zapomniany przez ludzi cmentarz.

Konie, szalejąc, ciągnęły karetę za sobą. Wreszcie stanęły jak wryte… Woźnica smagał je, batem daremnie usiłując zmusić do dalszej jazdy. Wystraszone rumaki stawały dęba, rżały cofając się w panice. Wokół szalała burza…Ziemię nawiedził silny grzmot. Zdawało się, iż opadną obłoki i cały świat runie.

Tu i ówdzie w pobliskie drzewa trafiały pioruny rozłupując je na drzazgi. Po godzinnym piekle, jakie sprawiła natura, powoli nastawała cisza. Ucichła burza i noc przybrała inną szatę. Na niebie ukazały się nieco przymglone gwiazdy.

Konie, które teraz poganiał dziedzic, raptownie szarpnęły i kareta obróciła się wokół własnej osi – konie chciały zawracać. Wówczas dreszcze lęku ogarnęły podróżnych – przypisując to mocy Bożej lub szatańskiej. Wiosną 1380 roku na tym cudownym miejscu stanęła kaplica a jej fundatorem był dziedzic Jan Koniński z Witowic.

Tu powstała wieś przyjmując nazwę Konińska Wola – od końskiej woli. Inna legenda, zaś głosi, że wieś przybrała nazwę od końskich targów, które odbywały się dwa razy do roku i trwały cały tydzień.

Franciszek Ochim, Końskowola, 1975.


Podanie ludowe głosi, iż przed wiekami, po groźnej i ulewnej burzy, zabłądził w puszczy możny pan – jeden z zaufanych doradców króla Bolesława Śmiałego. Kiedy na próżno usiłował znaleźć leśny dukt, zdał się na instynkt swojego wierzchowca.

Przestał nim kierować, jedynie klepnął zwierzę po karku i zagadał doń pieszczotliwie. Koń kluczył wśród zarośli, aż wreszcie zatrzymał się, zwiesił głowę, począł skubać trawę. Jeździec w żaden sposób nie mógł go zachęcić do dalszej drogi. I oto nagle ukazali się smolarze, którzy podprowadzili jeźdźca do leśnego traktu.

Wówczas jeździec zrozumiał, że uparta wola konia sprawiła, iż szczęśliwie odnalazł drogę w dzikiej kniei. A kiedy później opowiadał na królewskim dworze swoją przygodę, ten i ów żartując zaczął to miejsce nazywać końską wolą…

Maria Janina Okoń, „Sztandar Ludu”, ok. 1985.


Niech tam sobie mędrcy wywodzą swoją naukową teorię na temat powstania Końskowoli. Twierdzą, że powstała ze starej osady o nazwie Wola Witowska i od nazwiska właścicieli okolicznych dóbr. Ale stara legenda głosi inaczej.

Przed wiekami przez miejscowość położoną nad rzeką Kurówką prowadził znaczny szlak handlowy. Podobno była to droga łącząca Ruś Kijowską z Rzymem. Trakt jak trakt. W jednym miejscu droga była dobrze ubita, w innym błotnista. W dolinie Kurówki, w miejscu gdzie gościniec prawie dotykał rzeki, bagnisko było rozległe. I nawet latem, jeśli deszcze popadały, trudno było przejechać.

Błoto przelewało się przez koła, a koniom sięgało po brzuchy. Konie się buntowały i stawały dęba. Nawet batożenie nie pomagało. Ani nawet popychanie wozów przez unurzanych w szarej mazi pachołków. Cały tabor stał w miejscu. Miejsce to rychło stało się znane wszystkim przewoźnikom. Mówili, że jest to miejsce gdzie od końskiej woli zależy czy się pojedzie czy nie.

Na tym nie koniec. Pewnego razu taborem, z Ziemi Świętej, wieziono relikwie – kawałek drzewa z Krzyża Świętego. Konie stanęły. I choć tym razem błota było nawet mniej niż innymi razy, nie chciały ruszyć. Domyślano się, że przez konie przemawia Wyższa Siła.

Uszczknięto więc skrawek relikwii i pozostawiono, a miejscowa ludność postanowiła wybudować na tym miejscu kościół. Konie ruszyły od razu, jakby wcale nie były zmęczone. Stąd Końskowola, a w niej Kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyż Świętego.

Tę legendę usłyszałam przed wielu laty, gdy jako uczennica VI klasy Szkoły Podstawowej zbierałam materiały o historii Końskowoli. Opowiedział ją ówczesny kościelny, który bardzo długo był związany z miejscową parafią.

Aleksandra Borowiec, czerwiec 2005.